Spacerowałem bez celu wąskimi i opustoszałymi uliczkami miasta. Chciałem trochę odpocząć i przestać myśleć o tym, co się stało zaledwie kilkanaście godzin temu. Jednak mimo usilnych starań wciąż miałem w uszach rozdzierający krzyk siostry, a widok jej zmasakrowanego ciała już na zawsze miał pozostać w mojej pamięci wraz z poczuciem winy, że dopuściłem by ktoś zrobił jej coś takiego…..
Na domiar złego zaczęło padać. Wściekły na siebie i cały świat zacząłem szukać miejsca gdzie mógłbym przeczekać ulewę. W końcu trafiłem do baru „Pod Złamanym Rogiem”. Wszedłem do środka i aż się skrzywiłem od odoru piwa i wymiocin. No pięknie, kolejna pijacka melina. W dodatku zapchana po brzegi. Co prawda przy każdym stoliku było po kilka wolnych miejsc, ale nie uśmiechało mi się siadanie zbyt blisko niektórych gości....
Podszedłem, więc do baru i zamówiłem brandy, bo na piwo jakoś straciłem apetyt. Usiadłem na wysokim, barowym stołku i rozejrzałem się dokoła. Nagle moją uwagę przyciągnęła nieznajoma dziewczyna z ognistymi włosami siedząca przy najdalszym stoliku. Nie wyglądała na stałą bywalczynię tego miejsca i niewątpliwie się wyróżniała. Zaciekawiony podszedłem do niej i zagadnąłem:
- Można się przysiąść?
- Być może – odparła nieznajoma, po czym zlustrowała mnie od stóp do głów - Nie wyglądasz mi na takiego, co gustuje w spelunkach – stwierdziła
- Ty też nie – mruknąłem
- Fakt – skrzywiła się – Nie mam jednak zbyt wielkiego wyboru. Nie znam miasta, a spać gdzieś trzeba
(Lairenne?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz