Zaczęłam wspinać się po schodach, Były bardzo strome. Nagle gdy chciałam postawić stopę na stopniu, deska się przekrzywiła i zaczęłam spadać do dołu. Nagle silne, męskie ramiona chwyciły mnie, abym nie upadła. Już chciałam podziękować Michaelowi za uratowanie, ale gdy się odwróciłam zobaczyłam nieogolonego, śmierdzącego piwem oprycha. Uśmiechnął się, pokazując swoje szczerbate, żółte zęby.
- Co tu robisz laleczko?
- Nie Twoja sprawa - warknęłam.
- Lubię odrobinę agresywne dziewczyny. Są lepsze w...
Nie dosłyszłam co mówi, bo przeżucił mnie sobię przez ramię i zaczął wspinać się po schodach.
Waliłam go pięściami w plecy, kopałam i krzyczałam. Po chwili byliśmy na górze. Mężczyzna otworzył drzwi kopniakiem. Gdy wszedł do środka, zatrzasnął drzwi i zamknął je na klucz. Rzucił mnie na łóżko. Zaczął zdejmować moje odzienie, które lądowało niedaleko łóżka. Jego obleśne pocałunki pachniały tanim alkocholem. Jego niedelikatne ręce wędrowały po moim ciele. Próbowałam coś zrobić, lecz chwycił moje ręce i chwytając je obie w nadgarstku uniemożliał mi jakikolwiek ruch. Po chwili moja bielizna pofrunęła na drugi koniec pokoju. Wtedy do pokoju zaczął się ktoś dobijać. Oprych westchnął niezadowolony, że musi przerwać swoją " robotę " i wstał, aby zobaczyć kto się dobija do drzwi. Gdy tylko przekręcił klucz, drzwi gwałtownie się otworzyły, a niedoszłego gwałcicela przywitał lewy sierpowy w wykonaniu Michael'a. Pijak długo się nie zastanawiał i odpowiedział tym samym. Chciałam jakoś pomóc Michaelowi, lecz przypomniałam sobię, że jestem naga ( co było odrobinę niezręczne ). Na odlew założyłam bieliznę i owinęłam się prześcieradłem. Zaczęłam rozpaczliwie szukać jakiejś broni. Kątem oka zauważyłam, ze Mike traci siły. Był zwinny i szybszy, lecz siła oprycha robiła swoje. Zobaczyłam belkę. Uniosłam ją z trudem. Chciałam ruszyć z odsieczą, lecz zauważyłam, że facet przyciska chłopaka do ściany, dusząc go oburącz. Podbiegłam do niego na ile pozwalał mi ciężar mojej " broni " i z całej siły walnęłam pijaka w tył głowy belką. Osunął się na ziemię, wydając ostatnie tchnienie...
Michael? To się rozpisałam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz