Byłam w parku. Drzewa się zieleniły, ptaki śpiewały... Ogólnie rzecz
biorąc było cudownie. Podeszłam do klombu z bratkami. Zaczęłam czule
gładzić płatki jednego z kwiatów. Zatraciłam się doszczętnie w czynności,
którą wykonywałam; straciłam kontakt ze światem. Uwielbiałam takie
momenty. Wtedy przenosiłam się do mojej małej krainy marzeń otuloną w
magię wyobraźni. Wtedy też zapominałam o wszystkich problemach. Jeżeli
jakieś akurat miałam, oczywiście. Zaczęłam przechodzić do następnej
rośliny. Niestety, nie zauważyłam postaci przede mną i wpadłam na nią
plecami.
- Co Ty robisz?! - krzyknęła dziewczyna.
- Przepraszam, nie zauważyłam Cię. - odparłam, chwytając się za rękę.
Strasznie mnie bolała po tym zderzeniu. Dopiero teraz, kiedy się
obróciłam, zobaczyłam, że moja "ofiara" miała płomienne włosy, bardzo
podobne do moich, praktycznie czarne oczy i okazała usta "odziane w
czerwoną szminkę".
- Lair...? To Ty? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Ale... skąd znasz moje imię? - dziewczyna była praktycznie tak zdziwiona jak ja.
- To ja, Lair, Nevara. - powiedziałam. - Z pięć lat się nie widziałyśmy.
Ale dojrzałaś! - podeszłam do Lairenne i rozłożyłam ręce w geście
uścisku. Nie przytuliłam jej jednak. Czekałam na reakcję.
Lairenne?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz