Udałyśmy się więc do schroniska dla psów. Szłyśmy przez prawie całe miasto, aby po około 45 minutach dojść do niewielkiego, stojącego na odludziu budynku. Była to nie za duża willa w szarym kolorze. Dodatkowo, ściany były nieco odrapane. Pierwsze wrażenie nie było najlepsze, ale weszłyśmy do środka. Kiedy moja stopa stanęła na głównym holu, miałam chęć na jak najszybszą ucieczkę. Wszystko było podniszczone; w powietrzu unosił się odór pleśni. Ja jestem tutaj 30 sekund i nie wytrzymuję, a co dopiero psy, które siedzą w tym miejscu od dłuższego czasu? Na samą myśl o tym przeszyły mnie dreszcze. Wiedziałam już, że muszę zabrać stąd choć jedno zwierzę.
- Witamy, witamy... - powiedziała oschle kobieta, siedząca za biórkiem przede mną. Miała ona ostre rysy twarzy, zimne spojrzenie i włosy spięte w kok; jej ubranie wierzchnie składało się z luźnych dresów oraz grubego, wełnianego swetra. - I zapraszamy...
- Em.. dzieńdobry. - odparłam niepewnie. - Gdzie znajdę szczenięta?
- Drugi korytarz, lewa odnoga. - burknęła "recepcjonistka".
- Dziękujemy. - powiedziała Anabeth i pociągnęła mnie we wskazanym kierunku. Od razu było widać, że dziewczyna również czuje wstręt do spotkanej przed chwilą postaci. Chwilę później stałyśmy na środku małego pomieszczenia z wieloma klatkami. We wszystkich tkwiły małe, bezbronne stworzenia, błagające o wolność. Moją uwagę od razu przykuły dwa psy - niewielkich rozmiarów husky oraz malutki brązowy mieszaniec. Podeszłam do 'zagrody', w której znajdowały się oba zwierzaki. Psiak czystej krwi od razu zaczął się łasić i przymilać, za to mieszanka leżała spokojnie na końcu kojca i nawet nie zwracała na mnie uwagi. Po krótkim namyśle zdecydowałam, że wezmę kundelka. Był taki smętny i nie było w nim widać jakiegokolwiek życia. Aż zrobiło mi się go żal. Poprosiłam Beth, aby wróciła do kobiety za blatem i powiedziała jej, że adoptuję psa. Nie minęło 5 minut, a dziewczyna znów była koło mnie. Za nią człapała "panna milusińska".
- A więc? Którego kundla wybrałaś? - zapytała właścicielka schroniska bez zainteresowania.
- Czy może Pani wyjąć tego brązowego szczeniaka z 2 klatki?
- Już go podaję... - kobieta otworzyła drzwiczki i wyciągnęła małego kundelka. Przypięła mu smycz i włożyła jej końcówkę do ręki. - Jeszcze tylko papiery.
Wzięłam psiaka na ręce i poszła do wyjścia. Zatrzymałam się przed biórkiem, szybko wypełniłam papiery i już mnie tam nie było. Po wyjściu z budynku postawiłam mojego nowego towarzysza na ziemię. Od momentu, kiedy znalazł się na podwórku, stał się innym psem. Wszędzie chodził, wszystko wąchał i oglądał badawczym wzrokiem. Do tego, stał się nieco weselszy.
<Beth? Możliwe, że pod koniec jest masło maślane. Sorry. XD>
Oto psiak zaadoptowany przez Nev.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz